2010-3-23
Był jeszcze sposób
by ręka
karmiąca karmiła nadal.
Natura nadwyrężona.
Synchronizacja
nie odpowiada.
Musiano z drew stosy krwi
po wnękach gór. Myśmy obłoki:
ciepła kolacja o smaku szram.
Nie wszedł, nie wyszła,
szukał, szukała,
nie ma jak wrócić.
Twarz siną przez otwarte
okno.
Okno nie tęskni za szronem.
Posyłają na straż powieki i tlenu więcej,
rdzewieje mech. Pozamiatane chodniki,
pomaluj puste ściany.
Obudziła się
naga, bo ze snu wychodzi
się jak z łona, bez ojca, bez
Boga,
ale nie zapłakała. Krzyknął ktoś,
przestraszył dłonie, nie czekał na dotyk.